Witaj,
Mistrz Gry
KARTA POSTACI : https://www.dieacnocte.com/t58-budowanie-postaci
POCZTA : https://www.dieacnocte.com/t179-listy-do-mistrza-gry
KARTA POSTACI : https://www.dieacnocte.com/t58-budowanie-postaci
POCZTA : https://www.dieacnocte.com/t179-listy-do-mistrza-gry
Port niczyi
Tuż przy brzegu Restless River wpływającej za parę kilometrów stąd do oceanu, jest cmentarzysko starych łódek. Przed latami miejsce to lubowali sobie rybacy, chętnie ruszający stąd na rzeczne połowy, jednak dzisiaj rzadko kiedy można uświadczyć w Porcie Niczyim żywą duszę. Nieraz tylko, zwykle z wieczora, da się słyszeć dochodzące gdzieś zza kniei szepty, jakby za drzewami czaili się rybacy, upewniający, czy nie weźmiesz ich własności. Co ciekawe, na brzeg rzeka wyrzuca tu dziesiątki martwych ryb.

[ukryjedycje]

Ostatnio zmieniony przez Mistrz Gry dnia Czw Lip 20, 2023 9:09 pm, w całości zmieniany 1 raz
Mistrz Gry
Wiek :
Miejsce zamieszkania : Piekło
Zawód : Guru sekty satanistycznej
Johan van der Decken
ANATOMICZNA : 1
ILUZJI : 3
NATURY : 8
ODPYCHANIA : 12
SIŁA WOLI : 9
PŻ : 189
CHARYZMA : 9
SPRAWNOŚĆ : 15
WIEDZA : 13
TALENTY : 2
KARTA POSTACI : https://www.dieacnocte.com/t220-johan-van-der-decken#516
KALENDARZ : https://www.dieacnocte.com/t501-johan-van-der-decken#2217
POCZTA : https://www.dieacnocte.com/t500-poczta-johana-van-der-deckena#2215
MIESZKANIE : https://www.dieacnocte.com/f121-mainstay-mansion
BANK : https://www.dieacnocte.com/t1051-rachunek-johana#9063
ANATOMICZNA : 1
ILUZJI : 3
NATURY : 8
ODPYCHANIA : 12
SIŁA WOLI : 9
PŻ : 189
CHARYZMA : 9
SPRAWNOŚĆ : 15
WIEDZA : 13
TALENTY : 2
KARTA POSTACI : https://www.dieacnocte.com/t220-johan-van-der-decken#516
KALENDARZ : https://www.dieacnocte.com/t501-johan-van-der-decken#2217
POCZTA : https://www.dieacnocte.com/t500-poczta-johana-van-der-deckena#2215
MIESZKANIE : https://www.dieacnocte.com/f121-mainstay-mansion
BANK : https://www.dieacnocte.com/t1051-rachunek-johana#9063
5 lutego, sobota


To już sześć lat. Sześć c h o l e r n y c h lat, odkąd Egon otrzymał wiadomość, która zmieniła życie co najmniej sześciu osobom. Statek, na który zaciągnął się Maxim van der Decken został uznany za zaginiony, tak samo jego załoga. Dziesiątki razy zastanawiał się co by było, gdyby...?, jednak za każdym razem przegrywał z rzeczywistością. Zrobili wszystko, co tylko mogli by trwające kilka lat poszukiwania przyniosły efekt, choćby najmniejszy. Nautilus przepadł jak kamień w wodzie wręcz w dosłownym, a nie metaforycznym znaczeniu. Dzisiaj Johan był już pewien, że statek po prostu zatonął zabierając na dno ze sobą wszystkich, którzy na nim byli. Max mógł próbować czegokolwiek ale prawda była taka, że w takich warunkach, na środku oceanu, przy nie wiadomo jakich warunkach pogodowych hipotermia i woda wygrają. Ciało w końcu odmawia posłuszeństwa, umysł z każdą chwilą zatraca się, płuca wypełniają płynem. Potem nie było już nic.
Umówił się z Helen na krótkie spotkanie; ten dzień stał się już małym rytuałem, który powtarzali co rok. W starym, porzuconym porcie, z dala od nikomu niepotrzebnych, ciekawskich spojrzeń. Zaginięcie jego młodszego brata odbiło się w Maywater szerokim echem i choć od tamtej chwili minęło już trochę czasu, niektórzy wciąż o tym pamiętali. Po drodze zatrzymał się w Saint Fall, nieopodal kamienicy, w której mieszkały jego szwagierka i bratanica, by odebrać tę pierwszą.
Czekał na nią opierając się o bok samochodu, ćmiąc powoli papierosa. Co sobotę mówił sobie, że rzuci, ale nigdy nie dotrzymywał słowa. Zawsze była to jedynie obietnica bez pokrycia. Nie palił tylko przy małej Elsje jakby nie chciał, żeby przesiąkła ciężkim zapachem spalonego tytoniu. Pokryte gdzieniegdzie śniegiem elementy miejskiej architektury wyglądały marnie i co najmniej nieciekawie. Jak wszystko, kiedy zima zaczyna powoli się wycofywać.
- Fatalna pogoda, co? - zapytał kiedy w końcu się pokazała, rzucając niedopałek na chodnik. Otworzył jej drzwi, sam wsiadł z drugiej strony. To nie była długa wyprawa - Jak Elsje?
Wydawać się mogło, że to była krótka, uprzejmościowa gadka, ale tak naprawdę interesował się swoją bratanicą; od zaginięcia Maxa jeszcze bardziej. Chciał być częścią jej życia, dać maleńki ułamek tego, co przecież i ona straciła. Mijali stare budynki i obklejone ogłoszeniami słupy, by zostawić za sobą resztki miejskiej zabudowy a po chwili zatrzymać się na niewielkiej zatoczce przy drodze. Tę część drogi musieli przejść na własnych nogach.

Ostatnio zmieniony przez Johan van der Decken dnia Sob Cze 10, 2023 10:55 pm, w całości zmieniany 3 razy (Reason for editing : zmiana daty wątku na właściwą)
Johan van der Decken
Wiek : 35
Odmienność : Czarownik
Miejsce zamieszkania : Maywater
Zawód : członek zarządu Flying Dutchman
Helen van der Decken
KARTA POSTACI : https://www.dieacnocte.com/t224-helen-verity-w-budowie#523
KALENDARZ : https://www.dieacnocte.com/t485-helen-van-der-decken#2051https://www.dieacnocte.com/
POCZTA : https://www.dieacnocte.com/t486-poczta-helen-van-der-decken#2053
MIESZKANIE : https://www.dieacnocte.com/f125-ulica-staromiejska-9-9
BANK : https://www.dieacnocte.com/t1080-rachunek-bankowy-helen-van-der-decken#9535
KARTA POSTACI : https://www.dieacnocte.com/t224-helen-verity-w-budowie#523
KALENDARZ : https://www.dieacnocte.com/t485-helen-van-der-decken#2051https://www.dieacnocte.com/
POCZTA : https://www.dieacnocte.com/t486-poczta-helen-van-der-decken#2053
MIESZKANIE : https://www.dieacnocte.com/f125-ulica-staromiejska-9-9
BANK : https://www.dieacnocte.com/t1080-rachunek-bankowy-helen-van-der-decken#9535
Zimowe miesiące w Maine nigdy nie napawały optymizmem, ale to od sześciu lat rozciągał się nad nimi cień żałoby; grudniowa, dziesiąta rocznica ślubu utonęła w samotności i oceanie czerwonego — weź jakiekolwiek półwytrawne, po włoskim i portugalskim, tak samo boli głowa, Helen, ale po włoskim jakby mniej chce się rzygać — wina, które nad ranem udowodniło, że sommelierskie teorie Maxima najwyraźniej nie wytrzymały próby czasu i niewiele już miały wspólnego z rzeczywistością. W styczniową, szóstą rocznicę zaginięcia Nautilusa — ponad dwa tysiące dwieście dni temu; nie liczyła dokładnie, matematyka i tragedie toczyły się w jej życiu własnymi torami — włoskie wino nadal muliło, a ból w skroniach bezlitośnie przypominał van der Decken, że trzy dekady w metryczce znajdują się bliżej niż dwie.
Najlepszym wyznacznikiem upływu czasu była jednak Elsje. Przez dziesięć lat zmieniło się wszystko; dziecięce, pulchne rączki straciły niewinne zaokrąglenie, dołeczki w policzkach — ten lewy będący spuścizną ojca — ustępowały miejsca coraz poważniejszym i częstszym grymasom. Ciężko było nie patrzeć na córkę przez pryzmat ojca, kiedy w burzowym granacie jej oczu Helen dostrzegała ten sam odcień, który drzemał w uważnym spojrzeniu Maxima.
Dzisiaj niebo miało podobną barwę; zanosiło się na kolejne opady ciężkiego, mokrego śniegu.
Paskudna — przytaknęła, choć raz zgadzając się z Johanem i nie wyglądając przy tym jak kelnerka, która nie jest pewna, czy ma podać gościowi jedzenie czy wrócić z nim do kuchni i jeszcze raz napluć mu w talerz. Cień uśmiechu zamarł w kącikach warg; okoliczności wymagały pewnych poświęceń.
Kolejnym z nich miała być coroczna wyprawa nad zatokę — Helen nie do końca rozumiała, dlaczego wciąż to sobie robi. Styczniowe wzburzone wody oceanu nie koiły nerwów, doskonale za to pobudzały wyobraźnię, będąc gwarantem przyszłych nocnych koszmarów, w których główna rola przypadała młodszemu z van der Deckenów.
Drzwi samochodu stuknęły cicho, domknięte przez Johana z wyczuciem, którego trochę zbyt często jej samej brakowało; Helen, do kurwy nędzy, ja naprawdę kocham to auto, krzyczał w takich sytuacjach Maxim i były to te rzadkie okazje, kiedy faktycznie podnosił głos, ale pamiętał, żeby następnym razem samodzielnie otworzyć i zamknąć drzwi swojego bardzo nowego i (za) bardzo żółtego porsche.
Chyba tylko dlatego wciąż go nie sprzedała.
Pytała, kiedy może was odwiedzić w Maywater — szczupłe palce zabębniły w kolano, które wynurzyło się spod czarnej wełnianej spódnicy. Nigdy nie wzbraniała tych wizyt, choć sama straciła serce do przybrzeżnej wsi; Elsje jako jedyna bratanica i wnuczka tej gałęzi van der Deckenów nie powinna podzielać jej paranoicznej obawy do wszystkiego, co wiązało się z oceanicznymi wodami Maine. — Powiedziałam, że zadzwonisz z odpowiedzią, więc nie zapomnij tego zrobić.
Na przestrzeni lat mogła mieć w stosunku do Johana wiele obiekcji, choć te dogasały powoli, niepodsycane podmuchami niechęci, ale to jedno mogłaby przyznać, mimo że nigdy tego nie zrobiła — w stosunku do Elsje zawsze był słowny.
Ta zatoczka znajduje się w ścisłej czołówce obskurnych — zadarty nos zmarszczył się lekko w odpowiedzi na pierwszy zimny podmuch wiatru, kiedy opuścili nagrzane wnętrze samochodu. Trzask gazowej zapalniczki przedarł chwilową martwą ciszę, a Helen zaciągnęła się gryzącym dymem papierosa. — A pokazał mi ich więcej, niż kiedykolwiek myślałam, że zobaczę.
Niż chciałabym zobaczyć, nie dodała. Dziesiątki zdechłych ryb u brzegu portowej zatoczki fascynowały Maxima, a Helen wyłącznie brzydziły, o czym poinformowała go znad trzeciej butelki Budweisera blisko jedenaście lat temu.
Nic dziwnego, że zwykle nie dane było tu spotkać żywej duszy.
Helen van der Decken
Wiek : 30
Odmienność : Czarownica
Miejsce zamieszkania : Maywater
Zawód : siewczyni magii wariacyjnej
Mistrz Gry
KARTA POSTACI : https://www.dieacnocte.com/t58-budowanie-postaci
POCZTA : https://www.dieacnocte.com/t179-listy-do-mistrza-gry
KARTA POSTACI : https://www.dieacnocte.com/t58-budowanie-postaci
POCZTA : https://www.dieacnocte.com/t179-listy-do-mistrza-gry
Pochmurne niebo nad Maine tego dnia wyglądało wyjątkowo obskurnie. Może było to tylko wrażenie i zdawało się tak, tylko przez to, że błękit przepleciony szarością dotykał horyzontu widniejącego nad paskudnym miejscem. Port Niczyi, tuż przy korycie Restless River. Kilkanaście opuszczonych przez właścicieli wraków łódek nie skrzypiało pod naporem mroźnego zimowego wiatru. Ten wlatywał ich dziurami i wylatywał z drugiej strony. Wprawne oko szybko doszłoby do wniosku, że próby naprawy spróchniałego drewna szybko spełzłyby na niczym, a jakiekolwiek użytkowanie tych starych szalup skończyłoby się nieprzyjemnym fiaskiem.
Port Niczyi był miejscem nieprzychylnym ludziom, zwierzętom i nawet rybom. Pojedyncze truchła, nierzadko oskubane do ości przez okoliczne koty, tkwiły zmrożone na brzegu, roztaczając wokół siebie nieprzyjemną woń. Wdepnąć w śmierdzące i rozkładające się mięso było łatwo. Żeby poruszać się blisko brzegu, potrzebowalibyście — dla pewności — patrzeć pod nogi, być może skupić swoją uwagę na tym procesie na tyle mocno, żeby nie zakopać podeszwy w starych łuskach. Wtedy też za plecami usłyszeliście szelest. Znajomy i przypominający przemieszczającego się tam człowieka, jednak gdy tylko odwróciliście głowy, żeby spojrzeć w tamtą stronę, nie było tam nikogo. W zamian za to — gdy wróciliście spojrzeniem w stronę wody — na zerwanym do połowy pomoście, dostrzegliście mężczyznę. Miał dobre 60 lat i długą siwą brodę. Na kark miał zarzucony długi zielonkawy płaszcz przeciwdeszczowy z dziwnego skórzanego materiału. Gdzieniegdzie ten połyskiwał przyjemnym szarym światłem, w innych miejscach był całkowicie wytarty. Na nogach miał wysokie kalosze, a na kolanach dziury od przetarć. Mimo to nie wyglądał na zziębniętego, a już na pewno nie można było stwierdzić, że trzęsą mu się dłonie, lub dygocze z zimna. Człowiek ten stał spokojnie z zarzuconą do rzeki wędką, pozwalając, by spławik mijały kolejne kry. Moglibyście przysiąc, że jeszcze sekundy temu wcale go tam nie było, a jednak był równie namacalny i rzeczywisty co wy sami.
Idzie burza — powiedział ze spokojem w momencie, w którym coś pociągnęło za żyłkę, a ten zaczął mocować się z wędką. Zapierał się nogami, ale w końcu udało mu się wyciągnąć na haczyku swoją zdobycz. — Urwie chmurę — dodał jeszcze, przyglądając się dziwnemu przedmiotowi, który trzymał teraz w dłoniach.
Była to zielona butelka, zakorkowana prawie jakby była nowa, a jednak jej zawartością, zamiast wina albo rumu, był zwinięty w rulon kawałek papieru.
Za waszymi plecami znów rozległ się szelest, pojedyncze złamanie patyka jakby pod ludzką ciężką stopą i w ciągu sekundy stary rybak zniknął z pomostu, zostawiając na nim swoją zdobycz.

Jest to pojedyncza ingerencja Mistrza Gry, związana z udziałem w wydarzeniu W czasie deszczu dzieci się nudzą.
Na pomoście czeka na was list w butelce. Butelka jest zabezpieczona wyjątkowo dobrze, dzięki czemu do środka nie dostała się żadna wilgoć. Otworzenie jej siłą będzie wymagać pokonania progu 150 na zdolność sprawności (z ewentualnym modyfikatorem za udźwig). Możecie też otworzyć butelkę w jakikolwiek inny magiczny lub niemagiczny sposób (oczywiście uznając ewentualne konsekwencje, np. rozbicie butelki może pociąć papier). W przypadku otworzenia jej i chęci przeczytania listu proszę o poinformowanie mnie o tym prywatnie.

Butelka znajduje się na pomoście, który może ulec zawaleniu. Próg na poruszanie się po nim jest zależny od wagi, dla Johana będzie to 84, dla Helen 50 (do rzutu dodajcie statystykę sprawności z ewentualnym modyfikatorem za gibkość albo szybkość, zależnie od sposobu poruszania się). W przypadku nieprzekroczenia progu postać natychmiastowo wpada do zimnej i brudnej wody.

Johanie, ze względu na wiedzę o przyrodzie, możesz rozpoznać rybaka jako formę, którą przybierają kelpie.
Helen, ze względu na wiedzę na temat magii wariacyjnej, możesz rozpoznać rybaka, jako coś znajdującego się w pewnej formie przemiany, ale raczej nie będziesz zdawać sobie sprawy z tego, czym rzeczywiście jest ta istota.

Mistrz Gry będzie kontynuował rozgrywkę tylko w przypadku otworzenia butelki i chęci przeczytania listu. W razie pytań zapraszam do Franka.
Mistrz Gry
Wiek :
Miejsce zamieszkania : Piekło
Zawód : Guru sekty satanistycznej
Johan van der Decken
ANATOMICZNA : 1
ILUZJI : 3
NATURY : 8
ODPYCHANIA : 12
SIŁA WOLI : 9
PŻ : 189
CHARYZMA : 9
SPRAWNOŚĆ : 15
WIEDZA : 13
TALENTY : 2
KARTA POSTACI : https://www.dieacnocte.com/t220-johan-van-der-decken#516
KALENDARZ : https://www.dieacnocte.com/t501-johan-van-der-decken#2217
POCZTA : https://www.dieacnocte.com/t500-poczta-johana-van-der-deckena#2215
MIESZKANIE : https://www.dieacnocte.com/f121-mainstay-mansion
BANK : https://www.dieacnocte.com/t1051-rachunek-johana#9063
ANATOMICZNA : 1
ILUZJI : 3
NATURY : 8
ODPYCHANIA : 12
SIŁA WOLI : 9
PŻ : 189
CHARYZMA : 9
SPRAWNOŚĆ : 15
WIEDZA : 13
TALENTY : 2
KARTA POSTACI : https://www.dieacnocte.com/t220-johan-van-der-decken#516
KALENDARZ : https://www.dieacnocte.com/t501-johan-van-der-decken#2217
POCZTA : https://www.dieacnocte.com/t500-poczta-johana-van-der-deckena#2215
MIESZKANIE : https://www.dieacnocte.com/f121-mainstay-mansion
BANK : https://www.dieacnocte.com/t1051-rachunek-johana#9063
- Zadzwonię - otworzył jej drzwi by mogła wysiąść, a następnie delikatnie je zamknął. Podzielał w tej kwestii zdanie Maxima, to nie było więc jedynie dobre wychowanie. Kobiety nie miały tego wyczucia i trzaskały drzwiami drogich samochodów jakby były drzwiami od stodoły. - Kupiłem jej Nintendo. Do grania - zerknął na Helen, żeby wyjaśnić o co chodzi. - Skacze się tam takim ludzikiem i zbiera jakieś gówna. Myślę, że jej się spodoba.
Nie mając własnych dzieci wszystkie swoje ewentualne i podświadome zapędy ojcowskie przelewał właśnie na Elsje i córki Bena. Jeśli kogoś można było posądzić o rozpieszczanie i rozpuszczanie tych dzieciaków, to właśnie Johana.
- Ta... - westchnął. - Lubi... lubił te klimaty.
Obaj nie bali się nigdy pobrudzić, jednak z tej dwójki to Maxim robił to dużo częściej. W każdej z takich zapomnianych przez Lucyfera zatoczek miał pewnie swoją miejscówkę. Johan upchnięty w maszynerię rodzinnego biznesu nie miał na to tyle czasu. Teraz i on i Helen ubrudzą sobie buty.
- Daj rękę - nie czekając na odpowiedź chwycił jej dłoń; bynajmniej nie po to, żeby stworzyć zalążek nikłego romantyzmu. W drugiej ręce trzymała papieros, więc to był sposób na zachowanie równowagi na niepewnym i grząskim gruncie. Widok kobiety, która czasem za bardzo zadzierała nos, lądującej na stercie mokrych liści i truchła by go rozbawił, ale nie zamierzał do tego dopuścić.
Za ich plecami coś zaszeleściło, zatrzymał się więc i odwrócił, ale nie zobaczył nikogo. Nadgniłe, cienkie pnie drzew jak stały, tak stały gdzie wcześniej, żadna z gałęzi się nie ruszała. Pewnie jakieś zwierzę. Gdy jednak tylko odwrócił się z powrotem, zauważył stojącego na spróchniałym pomoście mężczyznę.
- On tam stał? - zapytał Helen. Mógłby przysiąc, że nikogo tam nie było. Był pewien, że znajdowali się w tej cuchnącej martwymi rybami i zgnilizną głuszy sami. Uniósł lekko podbródek słuchając tego, co mówił stary. Obserwował, jak siłował się z wędką aż w końcu wyłowił z wody butelkę. Wtedy tez do Johana dotarło, z kim mają do czynienia. A raczej -z czym.
- To kelpie. Nic nam nie zrobi - spojrzał na Helen - ale nie możemy tu długo zostać, będzie lało.
Nim skończył mówić, staruszek zniknął. Pozostała po nim jedynie wyłowiona butelka, która wzbudziła ciekawość van der Deckena. Pomost nie wyglądał jednak ani na stabilny ani bezpieczny.
Johan van der Decken
Wiek : 35
Odmienność : Czarownik
Miejsce zamieszkania : Maywater
Zawód : członek zarządu Flying Dutchman
Helen van der Decken
KARTA POSTACI : https://www.dieacnocte.com/t224-helen-verity-w-budowie#523
KALENDARZ : https://www.dieacnocte.com/t485-helen-van-der-decken#2051https://www.dieacnocte.com/
POCZTA : https://www.dieacnocte.com/t486-poczta-helen-van-der-decken#2053
MIESZKANIE : https://www.dieacnocte.com/f125-ulica-staromiejska-9-9
BANK : https://www.dieacnocte.com/t1080-rachunek-bankowy-helen-van-der-decken#9535
KARTA POSTACI : https://www.dieacnocte.com/t224-helen-verity-w-budowie#523
KALENDARZ : https://www.dieacnocte.com/t485-helen-van-der-decken#2051https://www.dieacnocte.com/
POCZTA : https://www.dieacnocte.com/t486-poczta-helen-van-der-decken#2053
MIESZKANIE : https://www.dieacnocte.com/f125-ulica-staromiejska-9-9
BANK : https://www.dieacnocte.com/t1080-rachunek-bankowy-helen-van-der-decken#9535
Mokre mlaśnięcie błota pożerającego grubą podeszwę skórzanego trzewika oderwało uwagę Helen od zbierania jakichś gówien, którym na dniach miała zajmować się jej córka; obuwie jeszcze mogła uratować, jeśli chodziło o grę była na przegranej pozycji i naprawdę nie zamierzała podejmować syzyfowego wysiłku, żeby to zmienić.
Kolejne błotne mlaśniecie, ani nawet srebrna łuska na czubku buta nie zdołały przykryć przejęzyczenia Johana; podobne nie zdarzyło jej się od lat, co uświadomiła sobie, powoli wydmuchując siwy kłąb dymu.
Prawdziwy romantyk — w końcu jaka dziewczyna nie chciałaby zostać zabrana na wycieczkę rodem z mokrego snu turpisty; doskonale pamiętała tamten dzień, bo i okoliczności pierwszy raz wymknęły się spoza utartego schematu.
Początkowe obrzydzenie ustąpiło z kolejną butelką słabego piwa, przeradzając się w zaskoczenie, że opowieść o prądach morskich i ich wpływie na rybią populację może być interesująca.
Teraz wiedziała, że wcale nie była.
Wtedy interesujący był opowiadający; jego ciemny jak syrop klonowy lok opadający na ogorzałe czoło, granatowe spojrzenie skupiające się głownie na niej i absurdalnie pomarańczowe szorty istniejące chyba wyłącznie po to, żeby się ich pozbyć.
Kolejne dwa lata zajęło jej przekonanie Maxima, że to kolor dopuszczalny wyłącznie na kutrze; nie do końca skutecznie, kompromis objął plaże, jacht jego ojca i mieszkanie na Staromiejskiej.
Chyba właśnie wtedy kupił to paskudnie żółte porsche, dla którego zarysowanie lakieru byłoby wyłącznie przysługą na estetyce; już jako żona van der Deckena wolała nie zastanawiać się, co to świadczy o jego guście.
Dryfujące swobodnie wspomnienia rozgonił głos Johana i uścisk szorstkich palców na jej jeszcze przyjemnie ciepłej dłoni, która nie zdążyła poddać się zimowym podmuchom; znowu zapomniała rękawiczek.
Pozwoliła na ten gest, starając się pozbyć z tyłu głowy nieprzyjemnej myśli, że niedawno mógł trzymać tę rękę w majtkach jakiejś dziwki.
Nie, nie wiem — jeszcze chwila podobnego marszczenia czoła, a rytuał Afrodyty będzie musiała odnawiać jeszcze w tym kwartale; spojrzeniem uciekła w stronę siwobrodego mężczyzny, prognozującego burzę. — Chyba nie.
W jego postaci było coś niecodziennego, zakleszczającego uwagę.
Okoliczności? Prezencja?
To i to?
Żartujesz, prawda?
Za retorycznym pytaniem uleciała spomiędzy warg ostatnia smuga dymu, a niedopałek wylądował w błocie, zatopiony ciężką podeszwą buta; prawdziwa kelpie, to tłumaczyło niejasne odczucia. Dla tego widoku warto było ugrzęznąć w półtrupim rybim porcie.
Często można je tu spotkać? Widziałeś? Wyłowił coś z wody. — pociągnęła Johana w stronę pomostu zaledwie kilka kroków, nie mając zamiaru zbliżać się do wody bardziej niż to konieczne; sam łoskot wody rozbijającej się na lichych deskach przyprawiał Helen o nieprzyjemny ścisk żołądka.
Za żadne skarby nie weszłaby na to próchniejące drewno.
Dormi — oswobodziła dłoń z uścisku szwagra i wsunęła ją za kołnierz wełnianego płaszcza, zaciskając palce na pentaklu. Porzucona na pomoście butelka najpierw drgnęła, żeby następnie unieść się w powietrze i podryfować w ich stronę. — Nie jest złośliwe?
Rychło w czas; jeszcze mogła upuścić zdobycz w wodne odmęty.

rzut na dormi: k69 + 10 magia odpychania = 79, próg 30
Helen van der Decken
Wiek : 30
Odmienność : Czarownica
Miejsce zamieszkania : Maywater
Zawód : siewczyni magii wariacyjnej
Johan van der Decken
ANATOMICZNA : 1
ILUZJI : 3
NATURY : 8
ODPYCHANIA : 12
SIŁA WOLI : 9
PŻ : 189
CHARYZMA : 9
SPRAWNOŚĆ : 15
WIEDZA : 13
TALENTY : 2
KARTA POSTACI : https://www.dieacnocte.com/t220-johan-van-der-decken#516
KALENDARZ : https://www.dieacnocte.com/t501-johan-van-der-decken#2217
POCZTA : https://www.dieacnocte.com/t500-poczta-johana-van-der-deckena#2215
MIESZKANIE : https://www.dieacnocte.com/f121-mainstay-mansion
BANK : https://www.dieacnocte.com/t1051-rachunek-johana#9063
ANATOMICZNA : 1
ILUZJI : 3
NATURY : 8
ODPYCHANIA : 12
SIŁA WOLI : 9
PŻ : 189
CHARYZMA : 9
SPRAWNOŚĆ : 15
WIEDZA : 13
TALENTY : 2
KARTA POSTACI : https://www.dieacnocte.com/t220-johan-van-der-decken#516
KALENDARZ : https://www.dieacnocte.com/t501-johan-van-der-decken#2217
POCZTA : https://www.dieacnocte.com/t500-poczta-johana-van-der-deckena#2215
MIESZKANIE : https://www.dieacnocte.com/f121-mainstay-mansion
BANK : https://www.dieacnocte.com/t1051-rachunek-johana#9063
Trudno było się nie zgodzić, Maxim nigdy nie należał do tych romantyków, którzy z bukietem kwiatów wspinaliby się po rynnie do okna sypialni ukochanej. Chociaż i to było romantyczne jedynie do pewnego wieku. Gdy młodszy van der Decken go przekroczył, i tak niczego to nie zmieniło.
Zmieszane z liśćmi i poszyciem drzew błoto chlapało pod podeszwami ich butów brudząc kostki. To już ostatni raz. W końcu powinien dać mu odejść. Powinien? Johan był realistą, i jak realista powinien się zachować i teraz. Jeśli głupie wymysły jego i chłopaków byłyby kiedykolwiek prawdą, a Maxim faktycznie siedział na Fiji...
- Powinnaś sprzedać to porshe. Nie pasuje do ciebie, Helen.
Ani do okolicy. Kolor był odpowiedni by jeździć samochodem po ulicach Miami. Maywater miało zupełnie inną kolorystykę. Sportowy samochód miał jednak swój urok, jak uważał van der Decken. Jeden i drugi. Jeden bardziej, niż ten drugi.
- Czasami. Lubią mokradła. Ale nigdy nie widziałem żadnej w prawdziwej postaci - czytał o nich; w życiu widział kelpie może dwa razy, za każdym razem przypadkiem. Jak zdecydowana większość ludzi. Poszedł za kobietą spoglądając na leżącą na spróchniałym pomoście butelkę. Trafić na magiczne stworzenie wyławiające z wody śmieci było jeszcze rzadszym wydarzeniem. Butelka swobodnie pofrunęła w ich stronę.
- Nie - złapał ją (butelkę, nie Helenę) za szyjkę - Jeśli nie wyczują, że stanowisz zagrożenie, nie zaatakują. Robią tak w ostateczności. Co to, do cholery, może być? - uniósł szkło do góry, chcąc spróbować wypatrzeć zawartość. Była zbyt zabrudzona, żeby cokolwiek dojrzeć. Była zbyt lekka by być pełna a jednocześnie za ciężka, by być pusta. Potrząsnął nią chcąc sprawdzić, czy czegoś w niej nie było.
- Zobaczymy, co to? - zerknął na Helen i pociągnął za korek. Zrobił to jednak nieuważnie; chwycił go zbyt lekko, przez co śliska butelka o mały włos nie wysunęła mi się z rąk. Zaklął pod nosem nie spodziewając się takiego rozwoju wydarzeń. Mógłby butelkę oprzeć o siebie; tak, jak to się zwykle robiło z szampanem podczas nie tylko sylwestrowych nocy, ale nie miał ochoty wycierać w płaszcz szlamu i wodorostów.
- Masz chusteczkę...? - zapytał bynajmniej nie po to, by wytrzeć nią szkło. Chciał później wytrzeć ręce. Na jedno wychodziło, gdy się spojrzy na późniejsze zabrudzenia na materiale. Rozejrzał się jeszcze chcąc sprawdzić, czy kelpie zniknęło na dobre.
Zniknęło.
Wzmocnił uchwyt i pociągnął za śliski korek jeszcze raz. Najwyżej trzeba będzie użyć magii.


rzut: 6 + 15 + 5 <150
pozostało do otwarcia: 124
rzut2: udźwig- 15 + 5 + kostka


Ostatnio zmieniony przez Johan van der Decken dnia Pon Lip 17, 2023 4:07 pm, w całości zmieniany 1 raz (Reason for editing : błąd w obliczeniach)
Johan van der Decken
Wiek : 35
Odmienność : Czarownik
Miejsce zamieszkania : Maywater
Zawód : członek zarządu Flying Dutchman
Stwórca
KARTA POSTACI : https://www.dieacnocte.com/
KALENDARZ : https://www.dieacnocte.com/
RELACJE : https://www.dieacnocte.com/
POCZTA : https://www.dieacnocte.com/
MIESZKANIE : https://www.dieacnocte.com/
KARTA POSTACI : https://www.dieacnocte.com/
KALENDARZ : https://www.dieacnocte.com/
RELACJE : https://www.dieacnocte.com/
POCZTA : https://www.dieacnocte.com/
MIESZKANIE : https://www.dieacnocte.com/
The member 'Johan van der Decken' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 52
Stwórca
Wiek :
Miejsce zamieszkania : Piekło
Zawód : Guru satanistycznej sekty
Helen van der Decken
KARTA POSTACI : https://www.dieacnocte.com/t224-helen-verity-w-budowie#523
KALENDARZ : https://www.dieacnocte.com/t485-helen-van-der-decken#2051https://www.dieacnocte.com/
POCZTA : https://www.dieacnocte.com/t486-poczta-helen-van-der-decken#2053
MIESZKANIE : https://www.dieacnocte.com/f125-ulica-staromiejska-9-9
BANK : https://www.dieacnocte.com/t1080-rachunek-bankowy-helen-van-der-decken#9535
KARTA POSTACI : https://www.dieacnocte.com/t224-helen-verity-w-budowie#523
KALENDARZ : https://www.dieacnocte.com/t485-helen-van-der-decken#2051https://www.dieacnocte.com/
POCZTA : https://www.dieacnocte.com/t486-poczta-helen-van-der-decken#2053
MIESZKANIE : https://www.dieacnocte.com/f125-ulica-staromiejska-9-9
BANK : https://www.dieacnocte.com/t1080-rachunek-bankowy-helen-van-der-decken#9535
Lubię to auto, łatwo je znaleźć nawet na najbardziej zatłoczonym parkingu — nie musiał wiedzieć, że raz na zakupach w Portland zgubiła czarnego mercedesa Benjamina seniora — trzy kwadranse i jeden patrol policji później okazało się, że nie była to zuchwała kradzież, jak początkowo zakładała — w myślach starając się wytłumaczyć to zdarzenie ojcu, tak na pewno zamknęłam drzwi, tato — a zwykłe niedopatrzenie.
Dość dosłowne, bo samochód nie ruszył się nawet o cal z miejsca, w którym go zostawiła. Proszę się nie przejmować, to się ciągle zdarza, młodziutki oficer policji nie tylko zlokalizował zgubę w pięć minut, ale i sprawił, że Helen nie czuła się przy tym, aż tak głupio; nie był przekonujący, to po prostu ona chciała uwierzyć, że to dla niego standardowe sobotnie zgłoszenie.
Właściwie, skoro o tym wspominasz, chciałam porozmawiać o czymś innym.
Z tobą, bo twój ojciec wciąż mnie trochę przeraża, a matka przyprawia o ból głowy, którego nie mogę pozbyć się przez kolejne trzy dni.
Mlaśnięcie błota gwałtownie spotęgowało smród mocno nieświeżej ryby; rozkładała się w tym miejscu podobnie jak pewność siebie Helen, kiedy musiała ubrać w słowa przemyślenia — decyzje — ostatnich miesięcy.
Nie chcę dłużej spotykać się w podobnej scenerii, ugrzęzło w przełyku, a pojawienie się kelpie odroczyło to, co miało być następne; w przeciwieństwie do Maxima nie była miłośniczką grzęźnięcia w szlamie, pięć lat za długo zwlekali z tym, co przecież nieuniknione dla każdego.
Z miejscem na cmentarzu.
Nawet jeśli trumna miała pozostać pusta.
Kwadrans porzucenia tematu niczego w ich sytuacji nie zmieni.
Pierwszy raz widzę jakąkolwiek — nie była to najbardziej szokująca wiadomość tygodnia; kojarzyła stworzenie głównie z dziecięcej książeczki Elsje, kiedy jeszcze czytała córce bajki na dobranoc. — Sprawia sympatyczne wrażenie.
Stwory i potwory wodne było jednym z licznych prezentów od dziadka van der Deckena, prawdopodobnie dlatego wśród potworów syrena znajdowała się na równi z ałbastami i bazyliszkami; Helen nie do końca wiedziała, co o tym sądzić, ale książeczka miała naprawdę ładne ilustracje i szybko stała się ulubioną lekturą niepiśmiennej wówczas Elsje.
Przez bardzo krótką chwilę przyglądała się w milczeniu, jak Johan obraca w dłoniach butelkę wyłowioną z wody; to zainteresowanie śmieciami byłoby nawet zabawne zważywszy na to, że na co dzień wzbraniała się przed ubrudzeniem rąk prawie tak mocno jak Benjamin senior.
Ojciec robił to wyłącznie metaforycznie.
Mam, dlatego pokaż — oprócz zwykłych chusteczek miała w torebce małą paczkę tych nawilżanych, będących przyzwyczajeniem wyniesionym z dziesięciu lat macierzyństwa. Nawet gdyby ich nie miała, prawdopodobnie wciąż chciałaby zobaczyć z bliska zdobycz uniesioną z desek pomostu. Była chłodna, śliska i pozostawiała na palcach zgniłozielone zabrudzenie, a korek ani drgnął pod uściskiem drobnej dłoni. — Szkoda by było ją stłuc, ale to cholerstwo chyba zaklinowało się na dobre.
Oddała butelkę van der Deckenowi, żeby spróbował jeszcze raz; lata doświadczenia w odkorkowywaniu szampanów powinny nareszcie zaowocować czymś więcej niż bólem głowy i chybionymi decyzjami.
Choć co do tego drugiego wciąż nie mogli mieć pewności.  

k32
pozostało: 124-(52+5+15)-32=20
Helen van der Decken
Wiek : 30
Odmienność : Czarownica
Miejsce zamieszkania : Maywater
Zawód : siewczyni magii wariacyjnej
Johan van der Decken
ANATOMICZNA : 1
ILUZJI : 3
NATURY : 8
ODPYCHANIA : 12
SIŁA WOLI : 9
PŻ : 189
CHARYZMA : 9
SPRAWNOŚĆ : 15
WIEDZA : 13
TALENTY : 2
KARTA POSTACI : https://www.dieacnocte.com/t220-johan-van-der-decken#516
KALENDARZ : https://www.dieacnocte.com/t501-johan-van-der-decken#2217
POCZTA : https://www.dieacnocte.com/t500-poczta-johana-van-der-deckena#2215
MIESZKANIE : https://www.dieacnocte.com/f121-mainstay-mansion
BANK : https://www.dieacnocte.com/t1051-rachunek-johana#9063
ANATOMICZNA : 1
ILUZJI : 3
NATURY : 8
ODPYCHANIA : 12
SIŁA WOLI : 9
PŻ : 189
CHARYZMA : 9
SPRAWNOŚĆ : 15
WIEDZA : 13
TALENTY : 2
KARTA POSTACI : https://www.dieacnocte.com/t220-johan-van-der-decken#516
KALENDARZ : https://www.dieacnocte.com/t501-johan-van-der-decken#2217
POCZTA : https://www.dieacnocte.com/t500-poczta-johana-van-der-deckena#2215
MIESZKANIE : https://www.dieacnocte.com/f121-mainstay-mansion
BANK : https://www.dieacnocte.com/t1051-rachunek-johana#9063
Nie miał pojęcia, że kiedykolwiek zgubiła samochód. Może to i lepiej, podczas rodzinnych spotkań okraszonych nalewkami stryja pewnie nie omieszkałby jej tego wypomnieć, jak typowy szwagier po kilku głębszych. Hipokryta, jakby nie zdarzyło mu się na własnym wieczorze kawalerskim zgubić Bena. O dużo gorszych wybrykach nie wspominając. O żadnych chłopcy nie wspominali dalej, niż we własnym towarzystwie, choć zapewne żaden nie odczuwał wspominając wstydu. Rzecz była wszak wiadomo, chłopcom zawsze wolno było więcej. Nigdy nie było tak, że im nie przystoi. Mężczyźni to mężczyźni, muszą się wyszaleć.
- Słucham - zdążył odpowiedzieć, nim butelka zostawiona przez kelpie zajęła ich myśli. Zgodziłby się z Helen, przynajmniej w części. On też już miał dość. Łażenie po mokradłach nie przywróci magicznie Maxima ani nie sprawi, że się nagle znajdzie, a jedynie poniszczy im buty. Oddawać się wspomnieniom można było w domu, albo w każdym innym miejscu.
Na to drugie wciąż nie był gotowy. Jedynie mu się wydawało, że jest inaczej. Najbardziej pogodzona ze wszystkim była Annika, która już lata temu przestała oddawać się mrzonkom a skłoniła ku czystemu pragmatyzmowi i chłodnemu osądowi. Potrafiła się dostosować, ponieważ zwykle nie miała innego wyjścia.
- Owszem - zgodził się z nią, jeszcze raz chwytając za śliski korek butelki. Coś się przesunęło, a może to był szlam. - Są całkiem pomocne - dodał, spoglądając w niebo. Zgodnie z przepowiednią, zaczynało się chmurzyć. Oddał Helen butelkę, żeby ją wytarła z błota. Sam też wziął jedną z nawilżanych chusteczek, żeby wytrzeć ręce. Nie brzydził się brudu, ale niedobrze będzie wracać do domu bardziej uświnionym już już był. Jeśli Helen znów nie wytrzepie butów przed wejściem do samochodu...
- Musiało się zassać - stwierdził przyglądając się, jak próbowała zrobić to samo, co on przed chwilą. Gdyby jej się udało zaraz by powiedział, że jej poluzował. Nie udało się.
- Pokaż teraz - wziął szkło raz jeszcze, oparł spód o brzuch i wsunął palec pod główkę korka, żeby spróbować się go pozbyć raz jeszcze. Wcale nie był pewien, czy to był dobry pomysł. Oboje nie byli, ale ciekawość wzięła nad nimi górę.
Johan miał jedynie nadzieję, że ze środka nie wyleje się na niego żadna żrąca ciecz, czy śmierdząca breja.
Wreszcie korek drgnął, przesunął się i wyskoczył. Rozległo się głośne pyk!, kiedy opuszczał butelkę uwalniając jej zawartość.
- Poluzowałaś mi go, co?



rzut1: 5 + 20 = w końcu otwarte!
Johan van der Decken
Wiek : 35
Odmienność : Czarownik
Miejsce zamieszkania : Maywater
Zawód : członek zarządu Flying Dutchman
Mistrz Gry
KARTA POSTACI : https://www.dieacnocte.com/t58-budowanie-postaci
POCZTA : https://www.dieacnocte.com/t179-listy-do-mistrza-gry
KARTA POSTACI : https://www.dieacnocte.com/t58-budowanie-postaci
POCZTA : https://www.dieacnocte.com/t179-listy-do-mistrza-gry
Otworzony korek wydał z siebie cichy odgłos, jakby ze środka uwalniało się teraz powietrze. Bezwonne i nijakie, w atmosferze wokół was nie uniósł się brokat, nikt nie rozlewał szampana. Ze środka teraz z łatwością mogliście wysunąć zwinięty w rulon list.
Papier na pierwszy rzut oka był jakby grubszy niż ten, którego używaliście na co dzień, ale oprócz delikatnie postrzępionych boków i żółtawego koloru był właściwie w idealnym stanie.


5 lutego 1885Finney
Jeżeli przypadło Ci szczęście odnaleźć niniejszy list, to świadczy to o fakcie, iż moja dusza już nie z tego świata. Abernathy są ślepi na prawdę, a winą bez wahania obarczyli Faustów. Potrzeba pirofit, 16 łusek świeżo rwanych oraz 1 krople krwi. Spal je, następnie na powstałym popiele sporządź wywar, gotując go przez trzy dni. Potężniejszego jadu nie znajdziesz, ich lament skondensowany w jednym małym naczyniu. Co za spektrum możliwości...
Bazel ukrył ją pod chyżym ghoulem, ale Iarlaith może ją przechlać. Znajdź księgę, nie może ona trafić w ręce niewłaściwe. Och, jest niesamowicie przepiękna. Musisz ją zobaczyć.
W.vd.D.


Helen, możesz kojarzyć tę datę i nazwiska Abernathy i Faust z historii zdarzeń Wykreślonego Roku 1885.
Johan, powinieneś bez trudu rozpoznać, że pirofit to w skrócie roślina przystosowana do oddziaływania ognia.

Podany przepis może zostać zbadany w ramach projektu badawczego, ale czy z niego skorzystacie, musicie zadecydować sami, tak samo jako o wnioskach, jakie wasze postacie wysnują po przeczytaniu listu, zwłaszcza w kontekście enigmatycznego podpisu W.vd.D oraz jakie powiązanie z rokiem 1885 mają pirofity.
Mistrz Gry
Wiek :
Miejsce zamieszkania : Piekło
Zawód : Guru sekty satanistycznej
Helen van der Decken
KARTA POSTACI : https://www.dieacnocte.com/t224-helen-verity-w-budowie#523
KALENDARZ : https://www.dieacnocte.com/t485-helen-van-der-decken#2051https://www.dieacnocte.com/
POCZTA : https://www.dieacnocte.com/t486-poczta-helen-van-der-decken#2053
MIESZKANIE : https://www.dieacnocte.com/f125-ulica-staromiejska-9-9
BANK : https://www.dieacnocte.com/t1080-rachunek-bankowy-helen-van-der-decken#9535
KARTA POSTACI : https://www.dieacnocte.com/t224-helen-verity-w-budowie#523
KALENDARZ : https://www.dieacnocte.com/t485-helen-van-der-decken#2051https://www.dieacnocte.com/
POCZTA : https://www.dieacnocte.com/t486-poczta-helen-van-der-decken#2053
MIESZKANIE : https://www.dieacnocte.com/f125-ulica-staromiejska-9-9
BANK : https://www.dieacnocte.com/t1080-rachunek-bankowy-helen-van-der-decken#9535
Nie bez powodu, co było w Portland zostało w Portland — z małym wyjątkiem obejmującym wyrozumiałe och, amore nad butelką czerwonego wina, będącego dodatkiem do prezentacji zakupowych zdobyczy, co do których pani L’Orfevre była zdecydowanie bardziej surowa. Kaszmirowy butelkowo—zielony szal, w który Helen właśnie wtulała nos, żeby choć trochę odciąć się od rybiego smrodku, chlubnie przeszedł drobiazgową, włoską selekcję.
Zawsze mogliśmy trafić na szachraja — półuśmiech miękko wślizgnął się na usta, a ona sama, aż się zdziwiła, ile można pamiętać po latach. — Choć raczej obydwoje bylibyśmy bezpieczni.
W książce Elsje nie był skrupulatnie rozpisanym potworem, co Maxim zauważył od razu, wertując jej strony; nie wytrzymał długo, żeby nie podzielić się z Helen całą znaną sobie charakterystyką stworzenia, szczęśliwie dla siebie czekając z tym, aż ich córka zajmie się najnowszą kolorowanką (chyba z konikami, wiek trzech lat Elsje przypadał właśnie na fascynację kucykami). Pani van der Decken do tej pory nie wiedziała, ile było w tym prawdy, a ile mężowskiego wymysłu — nigdy nie odczuła potrzeby weryfikacji zwyczajów seksualnych szachrajów.
Czubek buta zanurzył się głębiej w błoto, kiedy zniecierpliwiła się, przyglądając walce Johana z butelką; jeszcze trochę i bezpieczniej będzie po powrocie do domu wyrzucić tę parę trzewików, niż skonfrontować się z tym, co przylgnęło do ich powierzchni. To nie najgorszy pomysł, sezon zimowy i tak właściwie powoli się kończył, co oznaczało odświeżenie garderoby.
Ciche puff nie było ani trochę tak spektakularne, jak otwarcie szampana, ale sto razy bardziej satysfakcjonujące; klasnęłaby w dłonie, gdyby właśnie nie była zajęta doczyszczeniem ich z resztek szlamu.
Byłam ostatnio na siłowni.
Nie była, tylko przechodziła obok "Cardio Crisis", kiedy wracając z popołudniowej herbaty w Archaios, przypomniała sobie o cukierni, w której Barnaby niekiedy kupował ciastka. To kupione przez nią było chyba wczorajsze, ale zapomniała mu o tym powiedzieć; przypomni sobie o tym, kiedy rano w wolną sobotę któreś z nich będzie musiało iść do piekarni.
Wybór ochotnika będzie oczywisty.
Mogę? — wyciągnęła dłoń, gdy jasne stało się, że w butelce nie czyha na nich nic więcej, niż kartka papieru, którą ostrożnie rozprostowała. — O kurwa.
Rzadko przeklinała, ale na to nie była gotowa.
Piąty lutego tysiąc osiemset osiemdziesiątego piątegoprzecież to pojebane, mówiło jej spojrzenie, którym obrzuciła mężczyznę. — Równo sto lat, Johan. Jaka jest szansa na coś takiego?
Jeden krok więcej i przybliżyła się do szwagra, żeby prawie podetknąć mu list z butelki pod nos.
W.vd.D, nazwisko nietrudne do rozszyfrowania, ale imię? I patrz, już wtedy chyba wiedział, że Abernathy skrewili sprawę oskarżając Faustów. Skąd? — potrząsnęła głową, wciąż nie mogąc zrozumieć, na co dokładnie patrzy. — Jeżeli to oczywiście nie jest jakiś żart, zabawa w imitację listu w butelce.
Sam przepis, póki co niewiele ją interesował.
Potencjalna historia sprzed równo stu lat była istotniejsza.
To miesiąc po okradzeniu biblioteki z kilku ważnych tomów — wyjaśniła, gdyby Johan miał być podobnym historycznym ignorantem, co jego młodszy brat. — Zginęły między innymi "Ogniste roślin", czy jakoś tak. To chyba ma jakiś związek z pirofitami?
Helen van der Decken
Wiek : 30
Odmienność : Czarownica
Miejsce zamieszkania : Maywater
Zawód : siewczyni magii wariacyjnej
Johan van der Decken
ANATOMICZNA : 1
ILUZJI : 3
NATURY : 8
ODPYCHANIA : 12
SIŁA WOLI : 9
PŻ : 189
CHARYZMA : 9
SPRAWNOŚĆ : 15
WIEDZA : 13
TALENTY : 2
KARTA POSTACI : https://www.dieacnocte.com/t220-johan-van-der-decken#516
KALENDARZ : https://www.dieacnocte.com/t501-johan-van-der-decken#2217
POCZTA : https://www.dieacnocte.com/t500-poczta-johana-van-der-deckena#2215
MIESZKANIE : https://www.dieacnocte.com/f121-mainstay-mansion
BANK : https://www.dieacnocte.com/t1051-rachunek-johana#9063
ANATOMICZNA : 1
ILUZJI : 3
NATURY : 8
ODPYCHANIA : 12
SIŁA WOLI : 9
PŻ : 189
CHARYZMA : 9
SPRAWNOŚĆ : 15
WIEDZA : 13
TALENTY : 2
KARTA POSTACI : https://www.dieacnocte.com/t220-johan-van-der-decken#516
KALENDARZ : https://www.dieacnocte.com/t501-johan-van-der-decken#2217
POCZTA : https://www.dieacnocte.com/t500-poczta-johana-van-der-deckena#2215
MIESZKANIE : https://www.dieacnocte.com/f121-mainstay-mansion
BANK : https://www.dieacnocte.com/t1051-rachunek-johana#9063
Przyglądał się przez chwilę zakrywającej nos Helen. Jemu smród nie przeszkadzał. Miał jednak nadzieję, że Maxim nie zaciągnął nigdy żony na zwiedzanie firmowych doków; tam w grę wchodziły już nie tylko względy zapachowe, ale i estetyczne. Nie, żeby te wszystkie bagna zapierały dech w piersi (zapierały, ale z innego powodu), choć gdyby się uprzeć, miały odrobinę uroku. Nie zabrałby tam Florence, choć może by przydała jej się taka brudna wycieczka. Maxim miał na takie tematy inne zdanie.
- Lepsze to, niż pływająca gdzieś dalej syrena - zauważył. Paskudy zwykle nie wybierały takich miejsc, jednak nigdy nie można było być pewnym. - Słuchaj, jeśli o nie chodzi, to przedwczoraj... - dla bezpieczeństwa Helen i Elsje musiał powiedzieć o tym, co stało się dwa dni temu na plaży.
Urwał, ponieważ kobieta rozwinęła pożółkły papier i zaczęła czytać. Wiatr się wzmógł, choć dzięki otaczającym ich połamanym drzewom odczuli podmuch w mniejszym stopniu. Zdecydowanie, zdecydowanie to była ich ostatnia wycieczka szlakami Maxima. Westchnął cicho; na tyle cicho, żeby nie dosłyszała tego opatulona zielonym kaszmirem szwagierka.
- Tak stare... - sięgnął po kartkę by wczytać się w starannie nakreślone atramentem słowa. Zadziwiające, że list nie uległ żadnym uszkodzeniom. Upływ czasu był dla kartki łaskawy, aż ciężko było w to uwierzyć biorąc pod uwagę warunki, w jakich przebywała.
Piąty lutego, ta sama co dziś data; lis pisany ręką van der Deckena, równe sto lat później czytany przez innego. Abernathy, Faust, Cavanagnah. Wszystkie z tych rodzin należały do Kręgu. Mógł połączyć fakty, ale skupił się na czymś innym. Niebieskie spojrzenie szybko przesuwało się po kolejnych słowach. Jedno przykuło jego uwagę. Lament.
Podniósł spojrzenie na Helen.
- To jakiś popierdolony żart?
Każde z nich zainteresowało się czymś innym. Historia nie była ani ulubioną ani najmocniejszą dziedziną Johana. Jeśli istniało coś, co mogłoby równać się parszywej, syreniej magii, to właśnie wpadł mu w ręce klucz do skarbca.
- Jesteś w stanie stwierdzić, czy to jest prawdziwe? Jeśli jest, to... - przeczesał włosy palcami. Nie powinien dzielić skóry na niedźwiedziu nie będąc niczego pewnym. Mimo to zrobił to i poczuł ekscytację. - Pirofit to taka szyszka. Otwiera się dopiero po zetknięciu z ogniem.
W jego głowie zaczynał rodzić się szalony i nader ambitny plan, który na ten moment nie powinien mieć jeszcze racji bytu.
- Wiesz, co to może być, Helen? Wiesz, co to kurwa jest?
Johan van der Decken
Wiek : 35
Odmienność : Czarownik
Miejsce zamieszkania : Maywater
Zawód : członek zarządu Flying Dutchman
Helen van der Decken
KARTA POSTACI : https://www.dieacnocte.com/t224-helen-verity-w-budowie#523
KALENDARZ : https://www.dieacnocte.com/t485-helen-van-der-decken#2051https://www.dieacnocte.com/
POCZTA : https://www.dieacnocte.com/t486-poczta-helen-van-der-decken#2053
MIESZKANIE : https://www.dieacnocte.com/f125-ulica-staromiejska-9-9
BANK : https://www.dieacnocte.com/t1080-rachunek-bankowy-helen-van-der-decken#9535
KARTA POSTACI : https://www.dieacnocte.com/t224-helen-verity-w-budowie#523
KALENDARZ : https://www.dieacnocte.com/t485-helen-van-der-decken#2051https://www.dieacnocte.com/
POCZTA : https://www.dieacnocte.com/t486-poczta-helen-van-der-decken#2053
MIESZKANIE : https://www.dieacnocte.com/f125-ulica-staromiejska-9-9
BANK : https://www.dieacnocte.com/t1080-rachunek-bankowy-helen-van-der-decken#9535
Słuchaj, jeśli o nie chodzi, to przedwczoraj utonęło w szeleście ostrożnie rozwijanego kawałka papieru, przegrywając nierówną walkę o uwagę Helen; coś, co przed zaledwie minutą było wyłącznie ubrudzonym szlamem śmieciem właśnie zyskało status odkrycia nie tygodnia, nie miesiąca, a być może roku — a mieli dopiero początek lutego. List był zachowany w doskonałym stanie, nie podejrzewała nawet, że zaplombowana butelka może być tak dobrym obiektem do przechowywania korespondencji; podobne historie widziała wyłącznie na ekranie telewizora, kiedy Elsje oglądała bajki o piratach.
Do kompletu brakowało tylko papugi i haka zamiast dłoni van der Deckena.
Nie, ale znam kogoś, kto będzie w stanie to określić — i to bez większego problemu; Orestes był człowiekiem wielu talentów, a na tym dodatkowo zarabiał, naturalnie był pierwszą osobą, która przyszła jej w tym przypadku — i w kilku innych — na myśl. Słuchacz nie tylko będzie w stanie sprawdzić autentyczność listu, ale być może i powiedzieć coś więcej o jego nadawcy ukrytym za inicjałami; zaoszczędziłoby jej to trudu przebrnięcia przez kościelne i rodzinne archiwa, ilu mogło być van der Deckenów z imieniem na literę W żyjących w tysiąc osiemset osiemdziesiątym piątym roku? Teoretycznie wielu, praktycznie raczej kilku.
Szyszka? Nie słyszałam o tym wcześniej — albo nie przywiązała wagi, bardziej prawdopodobne, patrząc na wybiórczość jej zainteresowań, szyszki i ich tajemne właściwości do tej pory do nich nie należały. Hasło mogło przydać się najwyżej do rozwiązywania krzyżówek. — Te łuski z receptury to z szysz—
Oh.
Czy syrenie?
To bardziej prawdopodobna opcja, na którą zmarszczyła blady nos. Instrukcje nie były bardzo szczegółowe, można było interpretować je dwojako, a wszystko w postawie Johana wręcz krzyczało, że zamierza sprawdzić każdą z dostępnych możliwości. Naprawdę wolałaby, żeby pierwotne podejrzenie było tym właściwym; było łatwiejsze, znacznie tańsze i nieokupione cierpieniem.
Szyszki nie wrzeszczą i nie krwawią na pokładzie kutra. Maxim opowiadał jej zaledwie raz o swoim pierwszym polowaniu, nie pomijając szczegółów, włącznie z późniejszym pozbywaniem się treści żołądka (i obrzydzenia) przez burtę na zdradliwej nawietrznej; wiesz, co usłyszałem po "dobra robota, synu"? Że rzyganie to nie jebanie, to trzeba umieć. Pamiętała, że naturalność z jaką przeszedł z tematu na temat wówczas ją zszokowała.
W trakcie trwania ich małżeństwa zdążyła odkryć, że śmiechem i żartami — często naprawdę wyjątkowo słabymi — starał się tuszować wiele, głównie swoje uczucia.
Brzmi jak lament w płynie.
Co za spektrum możliwości; jeśli tylko potwierdzą prawdziwość listu, będzie trzeba wybrać się do pubu Cavanaghów. Bardzo mało prawdopodobne, żeby wspomniana książka wciąż się tam znajdowała, ale z drugiej strony jakie było prawdopodobieństwo, że butelka tego dnia wpadnie w ich ręce?
Chyba zaczynała wierzyć w niemożliwe.
Bazel — czemu nie wyłapała tego wcześniej? Dość rzadkie — całe szczęście, bo subiektywnie paskudne — imię. Kto inny miałby na tyle słaby gust, żeby nazwać tak dziecko? — Kojarzysz wąwóz Bazela Hudsona? W tym wszystkim brakowało jeszcze gnomów z kopalni.
Robiło się coraz ciekawiej.
Nieistotne, że każde z nich zainteresowało się inną stroną odkrycia.
Co wcześniej chciałeś powiedzieć? Przerwałam ci — przypomniała sobie, że wspominał coś o syrenach, jakby wyczuł pismo ukryte w butelce.
Od dzisiaj wszelkie zbiegi okoliczności oficjalnie przestały ją zaskakiwać.

[ukryjedycje]

Ostatnio zmieniony przez Helen van der Decken dnia Nie Sie 06, 2023 9:49 pm, w całości zmieniany 2 razy
Helen van der Decken
Wiek : 30
Odmienność : Czarownica
Miejsce zamieszkania : Maywater
Zawód : siewczyni magii wariacyjnej
Johan van der Decken
ANATOMICZNA : 1
ILUZJI : 3
NATURY : 8
ODPYCHANIA : 12
SIŁA WOLI : 9
PŻ : 189
CHARYZMA : 9
SPRAWNOŚĆ : 15
WIEDZA : 13
TALENTY : 2
KARTA POSTACI : https://www.dieacnocte.com/t220-johan-van-der-decken#516
KALENDARZ : https://www.dieacnocte.com/t501-johan-van-der-decken#2217
POCZTA : https://www.dieacnocte.com/t500-poczta-johana-van-der-deckena#2215
MIESZKANIE : https://www.dieacnocte.com/f121-mainstay-mansion
BANK : https://www.dieacnocte.com/t1051-rachunek-johana#9063
ANATOMICZNA : 1
ILUZJI : 3
NATURY : 8
ODPYCHANIA : 12
SIŁA WOLI : 9
PŻ : 189
CHARYZMA : 9
SPRAWNOŚĆ : 15
WIEDZA : 13
TALENTY : 2
KARTA POSTACI : https://www.dieacnocte.com/t220-johan-van-der-decken#516
KALENDARZ : https://www.dieacnocte.com/t501-johan-van-der-decken#2217
POCZTA : https://www.dieacnocte.com/t500-poczta-johana-van-der-deckena#2215
MIESZKANIE : https://www.dieacnocte.com/f121-mainstay-mansion
BANK : https://www.dieacnocte.com/t1051-rachunek-johana#9063
Jego wzrok raz jeszcze przepłynął przez wypisane na kartce litery; chciał zapamiętać jak najwięcej, jakby miał zaraz ten list stracić. Nazwiska, składniki, miejsca.
- Słuchacz? - podniósł na nią spojrzenie. Jeśli tak, to był dobry i stosunkowo prosty wybór. W przypadku tego, co znaleźli, był gotów zapłacić nawet podwójną cenę, byle dowiedzieć się czegoś więcej. Nie miał pojęcia, że na boku rozwijała relację z jakimś ubogim Grekiem; w tej chwili to i tak nie miało znaczenia. Znaczenie miało to, że jeszcze dziś, po powrocie do domu, zamierzał przewertować rodzinne księgi.
Uniósł nogę, by strzepnąć z czubka buta plamę błota.
- Prawdopodobnie syrenie - skinął głową nie czując w związku z tym nawet najmniejszego wyrzutu sumienia. Powieka nawet mu nie drgnęła, choć gdy się denerwował, łatwo było to zauważyć. Tak zostali z Maximem wychowani. Syreny nie były ludźmi, toteż nie robili niczego złego. Polowanie na niebezpieczne potwory nie powinno być zabronione, przeciwnie. Krzywdy, jaką uczyniono im w dzieciństwie uniknęła tylko Annika, i to jedynie ze względu na swoją płeć. Obaj bracia od nastoletnich lat mieli krew na rękach. Obaj nikomu nie zwierzali się z tego, co wtedy przeszli. Maxim był bardziej wrażliwy, w którymś momencie udało mu się oderwać od polowań i rozlewu krwi - nie tylko tej syreniej. Johan, starszy, obarczony większymi nadziejami, wchłonął wszystko jak gąbka. Nie odwrócił się od rodzinnych tradycji nawet, jeśli przez chwilę chciał. Spełniał wymagania i być może stał się kolejnym van der Deckenem, który w taki sam sposób skrzywdzi własne dziecko.
- Tak, dokładnie tak brzmi. To jest bezcenne, Helen.  Wyobrażasz sobie, co można by z tym zrobić...?
Użyć na syrenie jej własnej broni. Zachęcić przedsiębiorców do podpisania niekorzystnych dla nich umów, a to był jedynie czubek góry lodowej. Jemu chodziło jednak tylko o jedno. - Tak, kojarzę. Myślisz, że chodzi o niego?
Jeszcze tylko Hudsonów w tym brakowało. Czy warto było rozmawiać o tym z Audrey? Na ten moment nie. Najpierw trzeba było zadecydować, komu można zaufać.
Zgiął ostrożnie kartkę papieru i wsunął ją do wewnętrznej kieszeni płaszcza. Krótkim gestem dał Helen znać, że jeśli będzie potrzebowała listu, dostanie go.
- Musimy się zbierać, idzie burza.
Niebo przesłoniły ciemne chmury, z których w każdym momencie mógł spaść gęsty deszcz. W takich warunkach lepiej nie przebywać na bagnach. Najlepiej w ogóle się na nie nie zapuszczać.
- Ach tak - otworzył szwagierce drzwi samochodu. Nim do niego dotarli, z nieba lunęło. Odruchowo spojrzał, czy wytrzepała buty. - Ta aktoreczka, o której pisali w Zwierciadle. Lyra Vandenberg. To syrena - zamknął za nią drzwi i wsiadł z drugiej strony, by przekręcić kluczyk w stacyjce. - Natknąłem się na nią niedawno na plaży - okoliczności spotkania pominął, nie były ważne. - Jeśli myślałaś o spacerach na nadbrzeżu w ostatnim czasie, odpuść sobie. Nie wyobrażam sobie, żeby coś wam się...
Że mogłoby wam coś się stać. Johan van der Decken miał serce, i choć było gdzieś schowane, należało do jego rodziny.
Samochód odjechał z powrotem w stronę miasta.

z tematu oboje.
Johan van der Decken
Wiek : 35
Odmienność : Czarownik
Miejsce zamieszkania : Maywater
Zawód : członek zarządu Flying Dutchman